Mała Brytania prezentuje

Wiewiór

Wiewiór

Spieprzam

I tyle się aktualnie dzieje w naszym najbliższym otoczeniu.

Świetne zdjęcie szczura ze śniegu

Kolejny świetny szczur ze śniegu

ostatni szczur

12 lis, Prywatne, Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


23 paź, Londyn, Prywatne, Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Czy w wielkim L znajdzie się ktoś, kto będzie mnie witał entuzjastycznie i przy każdym spotkaniu raczył komplementami wykrzykiwanymi przez cala szerokość ulicy? Na ławce pod naszym nowym domem rezyduje na pełen etat postać (o niezidentyfikowanej dotąd płci) okutana w zółty szalik i dziwny płaszcz. Daleko jej do mojego radosnego Okularnika z Hemel.
Nie wiem, czy uda nam się zostać przyjaciółmi.

Przez te 3 lata wrosłam w małomiasteczkowy świat. Lubie wymieniać się muzyka z kierowca busu T2, lubię moich „best friends” z  autobusu, którzy na ogół opowiadają mi o swoich wnukach albo o swoich chorobach, albo o samotności. I przyjaciół z tesco, zwłaszcza Panów Ochroniarzy. I naszego Pana z Poczty, którego jeszcze nigdy po godzinach urzędowania nie widziałam trzeźwego. I moich harcerzy, mimo ich miękkobułowatości tez bardzo lubię. Naszej Wrednej Sąsiadki od Żółwi brakować mi nie będzie, ale już uroczych smalltalkow z jej tatą tak.
I Collina z siłki (mimo, ze na siłce się już chyba z pół roku nie pojawiłam). I monologów Pana Hindusa z jedynego w okolicy biura sklepu w którym nie oszukują białych ludzi. I dziwnego poczucia humoru Pana z punktu xero- nigdy nie wiem z czego tak naprawdę się śmiejemy, wiec zawsze się na wszelki wypadek szeroko uśmiecham i na wszystko zgadzam. Taki lokalny folklor.
I moich kolegów z pracy tez mimo wszystko troszkę smutno żegnać.

Oczywiście z wyprowadzki ciesze się tak bardzo, ze aż nie da się tego opisać!
Tańczyć mi się chce i skakać i śpiewać – Berko mam serdecznie dość.
Ale jak pomyślę o tych wszystkich sympatycznych ludziach z którymi się mijam codziennie i o tym, ze za 2 dni zniknę z tego świata, to jednak smutno odrobinkę.
Może gdybyśmy uczciwie dali szansę  „wiejskiemu” życiu, to moglibyśmy tu być szczęśliwi: w tym odrealnionym, trochę sztucznym ale jednak życzliwym i bezpiecznym środowisku?
Pewnie nie. Jesteśmy z miasta, i to bardzo! I tęsknilibyśmy zawsze do ludzi w naszym wieku. I do morza możliwości ograniczonego tylko względami finansowymi, niczym innym. Do kin, muzeów, imprez i koncertów parę metrów od nas.
Bosko będzie wrócić do życia.

Nie uznaję tego czasu w Berko za zupełnie stracony, to były trzy lata życia bez stresu, bez hałasu, pospiechu i spalin. Teraz oczywiście powrót do miejskiego życia jest tym bardziej szokujący. Cubius ręce załamuje: że pod samochód wpadnę, że mi pierwszego dnia portfel ukradną, że zdziczałam zupełnie. I ma racje :)
A ja ze zdziwieniem odnotowuje, że życie w małym miasteczku ma jednak pewne aspekty których brakować mi będzie.
Coś się pozmieniało :)
Może na emeryturze tu wrócimy…?

Podziwiam niezachwianą, notorycznie ocierającą się o ignorancje, pewność siebie Brytyjczyków, z którymi zdarza mi się pracować. Wszystko czego nie znają, odbierają jako niegroźne lokalne wymysły, które ja, pocieszne dziecko z europy wschodniej, próbuję nieświadomie stosować na ich terenie.

- Is that how you do it in Poland?
- No, that’s the way we do it NOWADAYS [you ..... old prick]!!!!!!

Czy mój obecny zwierzchnik tak reaguje, dlatego ze jestem Polka?
Dlatego, ze nie jestem Brytyjka?
Czy dlatego ze jestem kobieta?
A może dlatego ze mentalnie on wciąż żyje pod rządami królowej Wiktorii?
Czy (stosunkowo) młoda kobieta- Polka, mająca obiektywnie rację, ma jakakolwiek szanse w konfrontacji z angielskim dżentelmenem?
Jak wyjaśnić Brytyjczykowi ze pytanie „Is that how you do it in Poland?” jest wysoce obraźliwe?

Odwykłam od dziwnych ludzi, odwykłam od konfliktów. I od bycia podwładnym.
Ale mimo wszystko fajnie jest w dużym biurze.

covography